czwartek, 24 października 2013

Rozdział 5

-No to cześć - uśmiechnęłam się niepewnie i chciałam już otwierać furtkę i wchodzić do środka kiedy chłopak złapał mnie za rękę.
-Czekaj,daj mi chociaż swój numer mam nadzieje że jeszcze się spotkamy-Louis wyciągnął swoją komórkę z kieszeni i machnął mi nią przed oczami. Wzięłam od niego telefon i wystukałam swój numer.
-Proszę i też mam nadzieje na ponowne spotkanie-uśmiechnęłam się i weszłam do domu.Uderzyło we mnie ciepło oraz straszna cisza.W kącie na podłodze leżała walizka pełna ubrań,na stoliku koło telewizora stało kilka zdjęć. Naszych zdjęć. Podeszłam bliżej przyglądając się im. Byliśmy tacy szczęśliwi,gdzie to wszystko?Gdzie nasza miłość John?Gdzie te wszystkie słowa?Obietnice? Wzięłam jedną z ramek do ręki i przetarłam palcem po twarzy chłopaka po czym rzuciłam zdjęciem o ścianę.
-Nienawidzę cie-wyszeptałam i jednym ruchem ręki zrzuciłam ze stolika wszystkie zdjęcia. W pomieszczeniu rozległ się huk.Łzy zaczęły spływać mi po policzkach,oparłam się o ścianę i zsunęłam w dół.Wzięłam do ręki kawałek szkła i zaczęłam się nim bawić.
-Zabawne jak łatwo można stracić życie-zakpiłam i trzęsąc się przejechałam szkłem po całej długości mojego lewego nadgarstka.Po chwili po mojej ręce zaczęła spływać krew.
-Jakie to chore,prawda?-mówiłam w przestrzeń robiąc kolejne nacięcia. Krwi było coraz więcej,a ból w sercu ustępował.Tak jakby z każdą kolejna kroplą krwi moje cierpienie się ulatniało.
-Jesteś żałosna Em,jak mogłaś pozwolić aby ktokolwiek doprowadził cie do takiego stanu.-głos roznosił sie po całym pomieszczeniu,odbijał o każdą ścianę,właził do każdego nawet najmniejszego zakamarka.
-Nic już Cie nie uratuje-złapałam się za głowę,próbując opanować wszystkie myśli.Z trudem wstałam z podłogi i weszłam po schodach aby znaleźć się w swoim pokoju.Otwierając cicho drzwi tak jakbym nie chciała nikogo zbudzić ,zaczęłam się uspokajać. Wchodząc do pokoju poczułam jak mój telefon odzywa sie w mojej kieszeni. Wyciągnęłam go i odczytałam wiadomość od nieznanego mi numeru.
Od;Nieznany
"Hej,to ja Lou.Mam nadzieje że uda mi sie wyciągnąć Cie jutro na jakiś spacer :)x"
Kładąc się wygodnie na łóżku,mimowolnie uśmiechnęłam się po przeczytaniu wiadomości.Od razu zapisałam numer i odpisałam.
Do ; Loui :)
"Cześć!Jestem za,tylko oby znowu nie zaczęło padać!:)"
Odpisałam i włożyłam telefon pod poduszkę. Spojrzałam na moją rękę i postanowiłam ją obandażować.
*Isabell*
-na prawdę nie chciałem , to był ostatni raz Isabelle obiecuję-wyszeptał mi do ucha
-mam nadzieję Niall -wtuliłam się mocno w jego klatkę piersiową - nie chce być traktowana jak zabawka
-i nigdy nie będziesz,jesteś dla mnie najważniejsza i cię kocham-takiego Horana pokochałam,czułego i troszczącego się o mnie a nie brutala dla którego najważniejsze są interesy .
-za dwa tygodnie zabieramy się całą ósemka na wymarzony odpoczynek -do pokoju wparowała Amy z uśmiechem na twarzy i niezwykłą energią . -Rozmawiałam z Harrym i dowiedziałam się że nie ma cie nic zaplanowane przez przez cały tydzień a odpoczynek od tego chaosu który dzieje się wokół nas bardzo dobrze nam zrobi -blondynka nawijała dalej i aż skakała z podekscytowania.
-Tak myślę że to dobry pomysł -wysłałam w jej stronę promienny uśmiech -nie sadzisz Niall? -spojrzałam mu w oczy błagając w myślach żeby tylko się jakoś z tego nie wykręcił udając ze ma na przykład jakąś rozmowę czy tez musi być przy odbiorze towaru. Chciałam spędzić z nim chociaż kilka dni
-jasne to wspaniały pomysł -usłyszałam po chwili jego męski głos,udało się chociaż raz.
-w końcu spędzimy choć trochę czasu razem -blondyn przyciągnął mnie do siebie i pocałował w czoło.  Czułam się nieziemsko,od dawna sie tak nie cieszyłam.
-a teraz niestety ale muszę już lecieć,interesy ... przepraszam -musiał zepsuć tak piękna chwile no ale cóż przyzwyczaiłam sie .
-no to już leć bo się spóźnisz -odpowiedziałam cicho . Chłopak pocałował mnie i zniknął za wielkimi szarymi drzwiami.
-jesteś głodna?a moze chcesz coś do picia?-spytała Amy stając przede mną
-nie dziękuję , gdzie Harry?-spytałam badawczo rozglądając się po pokoju i kuchni czy gdzieś się nie krząta
-siedzi w moim to znaczy naszym pokoju na górze -blondynka dostała rumieńców .
-Zawołajmy go,przecież niech nie siedzi sam.. -uśmiechnięta skierowałam sie ku kamiennym schodom prowadzącym na górę
-Harry chodź do nas!-wykrzyczałam ale nie dostałam żadnej odpowiedzi
-Harrry chodź obgadamy szczegóły wycieczki!-krzyknęłam jeszcze raz , po kilku minutach ruszyłam na gore do pokoju w którym się znajdował , zapukałam do drzwi lecz nadal nikt nie odpowiadał wiec lekko je uchyliłam i ujrzałam Harrego leżącego na ziemi w kałuży krwi.
-Amy chodź szybko,Amy!-zaczęłam wykrzykiwać. Dziewczyna wchodząc na górę mruczała pod nosem
-co oni znowu wymyślili ,jejku-usłyszałam przed drzwiami pokoju jej głos.Otwarła je i zaczęła momentalnie krzyczeć .Stałam z boku z zasłaniając rękę buzie.
-dzwon po karetkę Isabelle-krzyknęła do mnie klękając przy Harrym i mówiąc coś do niego . Zrobiłam tak jak kazała,zadzwoniłam po karetkę a następnie po Nialla.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz